czwartek, 24 maja 2012

Rozdział II.

W gabinecie , na sofie siedział chłopak ,który przypominał anioła.  Tak wiem mam głupie porównania. W sumie nie znałam go . Wiem  , że Karina się w nim buja. Bezgranicznie. Ona  zabiłaby gdyby ktoś jej go zabrał. No .. przynajmniej mnie.  Jedynym problemem było to , że on jest synem dyry , która nie darzy mnie jakoś specjalnie sympatią.  Ma na imię Marcin . Z tego co wiem to pali  .. nałogowo. W sumie zbytnio mi to nie przeszkadza. Jest " nowy"  w szkole, ponieważ przeniósł się z innej szkoły , bo mama mu kazała. Współczuję mu. Wpatrywałam się w niego i wypowiedziałam szeptem niekontrolowane " O KURWA ". Chłopak słuchał muzyki na słuchawkach.. Był ubrany w szare rurki , buty nike i bluzę z kapturem.
Ropucha podeszła do niego i dosłownie wyrwała mu słuchawki z uszu.
- Mówiłam ci chyba , że tutaj się nie słucha muzyki. - powiedziała.
- Co ty robisz.?! Zostaw mi te słuchawki. Tak mówiłaś , jak widzisz ja nie słucham. - odpyskował jej.
- Jak ty się do mnie odnosisz.?
- Jak syn do matki w moim wieku. - odpowiedział.
Zrobiłam wielkie oczy. Nie sądziłam , że ktoś odważy się postawić dyrektorce . Jej syn nie darzył jej jakimkolwiek szacunkiem. Na jego miejscu też bym pewnie tak postąpiła lecz z drugiej strony bałabym się jej.
Była straszna.. nie powiem , że nie.  Postanowiłam dalej przyglądać się tej szopce , którą odstawiała Ropucha z Marcinem.
- Porozmawiamy w domu. - rzekła Ropucha. - A teraz proszę cie wyjdź , ponieważ muszę porozmawiać z uczennicą.
Chyba dopiero teraz mnie zauważył , bo popatrzył na mnie . Pewnie zastanawiał się po co tu jestem.
" Brawo Klara, ładne będzie miał o tobie zdanie. " - pomyślałam.
- Tak , oczywiście mamo. - złagodniał. Wychodząc przyglądał mi się po czym zniknął za drzwiami.
Nie wiem dlaczego tak nagle zaczął być miły dla Ropuchy. Pomimo to że była jego matką , to jakieś 2 minuty temu odnosił się do niej jak do koleżanki.
- Więc Klaro. - wyrwała mnie z zamyśleń dyrektorka. - Możesz wytłumaczyć mi co to miało znaczyć jakieś 15 minut temu na sali ? - zapytała.
- Co to miało znaczyć  ?! Pani chyba nie widziała całego tego widowiska. - odpowiedziałam.
-  Owszem , ale slyszałam co ty mówiłaś. Kto cię wogule uczy takich słów.?
- Zawsze ja byłam , jestem i będe winna. Nie rozumiem dlaczego Kariny tutaj z nami nie ma. To niesprawiedliwe ! - wykrzyczałam.
- Nie mów mi co jest sprawiedliwe a co nie . Panna Karina nic złego nie uczyniła. - odpowiedziała mi dyrektorka.
No po prostu kurwa no nie. Nie dość że nie widziała prawie połowy zdarzenia na sali to teraz jeszcze mi mówi że Karina nic złego nie zrobiła. Jak zwykle ja byłam winna .
- Jak to nic złego ? !  Wyśmiewała sie z mojej rodziny i z tego że nie mam ojca. Zwyzywała mnie i uderzyła. Przecież nie będe stała jak idiotka i czekała  jak wszyscy zaczną się ze mnie śmiać. - wydusiłam przez łzy.
Tak zaczęłam płakać , bo nie lubię gdy ktoś wmawia mi coś czego nie zrobiłam.
- Nie tym tonem. Byłaś wulgarna i arogancka dla koleżanki.
- Ona nie jest koleżanką...
Tak.?! A co by pani zrobiła na moim miejscu?
- Niewiem co bym zrobiła , napewno nie to co ty.- odpowiedziała.
- Jasne.. Na pewno nie stałaby pani jak idiotka czekając na ripostę od wroga. Tylko zaczęłaby pani działać. Jestem tego pewna. W stu procentach.
- Możliwe. Ale ja to ja a ty to ty. Jesteś uczennica tej szkoły i ja zabraniam takiego oddzywania się do uczniów. - odpowiedziała.
Czułam że ta rozmowa nie ma sensu.
- Wie pani co. Jak pani nauczy się pojęcia słowa sprawiedliwość to wtedy pogadamy. Ale porozmawiamy we trójkę : Ja , Karina i Pani. Żegnam.- odpowiedziałam i po tych słowach udałam się w stronę drzwi.
- Klaro wracaj natymiast. - krzyczała.
- Do widzenia. - odrzekłam.
- Ehh. z tobą jak z 4 latkiem. Dzwonię do matki. !
- Tak , tak . Wiem zawszze byłam skomplikowanym dzieckiem. Niech pani dzwoni.  - powiedziałam i wyszłam.
Coś tam do mnie jeszcze krzyczała, ale zbytnio jej nie slyszałam. Szlam teraz po schodach w dół . Przechodząc napotkałam wzrok wielu uczniów. Coś tam szeptali ale miałam na to wyjebane.
- Słyszałam , że byłaś u dyry ? - zapytała Zuzka.
- Taa.. nawet nie pytaj.
- Dobra , opowiesz mi kiedy indziej. Najwidoczniej ty teraz będziesz kozłem ofiarnym tej zołzy.
- Hahah... no powiedzmy. - odpowiedziałam.
" Kozioł ofiarny " wcale nie chciałam nim być. Ale cóż bywa. Jakoś sobie dam radę .
- Idę po plan lekcji. Trzymaj się . - pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam przed siebie.
Pech chciał , że znów spotkałam osobę przez którą jakieś 10 minut temu byłam na dywaniku u dyrektorki. Miałam nadzieję , że nic się do mnie nie odezwie jednak myliłam się . No bo przeciez ona musiała się popisać przed swoją elitą.
- Oo . Kogo ja widzę. -  wypaliła.
- Mnie widzisz.
- Wcześniej byłaś jakoś bardziej rozgadana. Teraz cicha owieczka , bo nie masz publiczności. - powiedziała.
- Nie muszę mieć publiczności , żeby ubrać w odpowiednie słowa to co mam ci do powiedzenia.
- Hahahhaa ...  powiem ci jedno Klaro , czy jak ci tam. Nie lubię gdy ktoś mną pomiata i zwykle rozprawiam się z takimi . Więc jeszcze pożałujesz tych swoich tekstów do mnie.
- Tak. z radością popatrzę jak mi próbojesz niszczyć życie. Powodzenia.!
- Ja bym się tak na twoim miejscu nie cieszyła. - odpowiedziała.
Już miałam coś powiedzieć , gdy ktoś mnie wyprzedził.
- Karina , skończ.!. - obróciłam się i zauważyłam Marcina.
Oczywiście posłuchała go. Podjarana w podskokach poszła  chwalić sie , że zna jej imię. Chociaż nie był to taki powód do dumy.
- Dziękuję .- powiedziałam.
- Nie ma za co. Marcin jestem , a ty ? - zapytał.
- Wiem ... yy to znaczy Klara.
Zmiażdżył mi żebra swoim uśmiechem.
- Widziałem cie dziś u mojej mamy.
- Taa.. no comment. - zaszpanowałam angielskim.
- Spoko , niecodziennie widzi się tak piękną dziewczynę w gabinecie dyrektorki . - żartował ze mnie.
- Bardzo śmieszne. Cóz niecodziennie ma się suczowatą dyrektorkę. - odpowiedziałam , po czym ugryzłam się w język , bo Marcin zrobił smutną miinę.
- Ja.. przepraszam. Nie to miałam .. - tłumaczyłam się.
- Nie przepraszaj. Wiem co chciałaś powiedzieć. Ona już taka jest , trudno. - odpowiedział.
- Nie gniewasz się ?
- Nie no co ty . Słyszałem już gorsze rzeczy.
- Ja  już muszę spadać do domu . - powiedziałam.
- Odprowadzę cię. w sumie i tak nie mam nic innego do roboty. - zaproponował.
- Ok , jak chcesz.
Po chwili udaliśmy się w stronę mojego domu. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się . Straciłam poczucie czasu , nawet się nie skapłam , że już jesteśmy pod moim domem. Nie chciałam się z nim rozstawać. Znam go tylko dwie godziny , a chyba się powoli z w nim zakochuje.
- To tu. - odezwałam się. - Tu mieszkam. Przykro mi , ale musimy się pożegnać . Dziękuję za odprowadzenie.
- Polecam się na przyszłość. - powiedział. - No to narazie.
Poszedł w przeciwną stronę , a ja patrzyłam jak odchodzi. Czułam , że będzie ważną osobą w moim życiu. Już był , mimo że jeszcze o tym nie wiedział.

__________________________________________________________________________
                                                                                                                        Przepraszam ,że nic nie pisałam , ale mam próbne egzaminy
Nudny rozdział moim zdaniem.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Pozdro
` smilleyea
.

8 komentarzy:

  1. czekam, czekam :DD
    pisz, pisz :)
    Tośka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Karina... :| no comment ;D też zaszpanuje angielskim :P fajnie czekam co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytααm więc komentuje. ! ; *
    Cudowne jest , pisz dαlej ! . < 3

    OdpowiedzUsuń
  4. ooooo coś się święci :D
    suuuuper, pisz następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny !
    Pisz kolejny ..:D

    OdpowiedzUsuń